wtorek, 13 czerwca 2017

Mamy z Matecznika kupują u Lokalnego Rolnika!!!


Dzisiaj będzie wpis o zdrowym odżywianiu. 

Dawno nie ruszałyśmy tematu diety tak wprost, choć - organizując spotkania z Hafiją czy warsztaty żywieniowe z dietetykiem - wysyłamy Wam sygnał, że temat zdrowego odżywiania jest dla nas ważny.
A jest ważny, bo same jesteśmy mamami i zależy nam na tym, aby nasze dzieci były zdrowe i zdrowo (i smacznie) jadły.

Tak sobie myślimy, że większa świadomość tego, co spożywamy często pojawia się właśnie wraz z Dziećmi. Z ich pierwszymy wysypkami, atopową skórą, śluzem w kupce i wszystkimi "odmianami" konsystencji, zapachu i częstotliwości tejże ;) 

Po szalonym studenckim okresie jedzenia zupek instant w akademiku i kebabów o 2 w nocy, rodzimy dziecko i stwierdzamy, że nie to chcemy serwować naszym pociechom. Zaczynamy czytać etykiety, sprawdzać daty ważności i miejsca produkcji, a także różne artykuły i blogi o zdrowym odżywianianiu dzieci, i powoli włos nam dęba staje. Przy okazji zaliczamy pierwsze starcia z naszymi rodzicami i dziadkami, w odwiecznej wojnie pokoleń, gdze każdy siedzi w swoim okopie ze sztandarem "a za naszych czasów było (lub jest) lepiej". 

Cóż. W niektórych aspektach dotyczących jedzenia może faktycznie kiedyś BYŁO LEPIEJ.

Zwróćcie choćby uwagę na truskawki. Jakie są duże, czerwone, błyszczące i bardzo słodkie. I ... metaliczne w smaku. Jemy je i czujemy, że mamy w buzi tablicę Mendelejewa. No a przynajmniej jej fragment. Nie tak smakowały truskawki na działce naszych Babć. Tamte były może mniejsze, mniej błyszczące i brudniejsze ale zarazem smaczniejsze.

I nie chodzi tylko o truskawki. Wrażenie "papierowego" smaku dotyczy także szparagów, ziemniaków, marchewki, pomidorów i wielu innych warzyw i owoców, które spożywamy przez cały rok.

Bo przez cały rok w marketach kupujemy warzywa i owoce, których naturalny okres wzrostu, najczęściej przypada - przynajmniej w Polsce - na późną wiosnę, lato i jesień. Tylko kto teraz o tym pamięta? Kogo to teraz dziwi? Ręka w górę - kto wie, kiedy tak naprawdę zrywa się czereśnie, kiedy rośnie pszenica i kiedy dojrzewają jabłka?

Nie zastanawiamy się nad tym. Jesteśmy zadowoleni, że w naszych polskich sklepach można kupić wszystko, w każdej ilości i o każdej porze roku, przez 7 dni w tygodniu. Nasi rodzice także się cieszą, bo ciągle mają w pamięci puste sklepowe półki w latach 80-tych.

Zapominamy jednak o kosztach. O tym, że włoski brokuł, hiszpańska sałata i argentyńskie "młode" ziemniaki są nafaszerowane konserwantami, aby w dobrym stanie na te nasze polskie półki mogły dotrzeć. A to - poza tym, że może powodować uczulenia i sprawić, że wkrótce zaczniemy świecić jak latarki- znacząco zmienia także smak jedzenia. 

Dlatego - wspólnie z Twórcami portalu Lokalny Rolnik - chcemy Wam zaproponować powrót do korzeni. Do natury i do sezonowości. Do tego, czego sami zaznaliśmy jako dzieci, objadając się pysznymi truskawkami na działce naszych babć (które dojrzewały w drugiej połowie czerwca, a nie na początku maja ;) )





Inicjatywa Lokalny Rolnik nas zachwyciła i odpowiedziała dokładnie na nasze potrzeby. Jej misją jest zapewnianie wygodnego dostępu do najlepszej, ekologicznej żywności w rozsądnej cenie prosto od sprawdzonych rolników oraz drobnych wytwórców. 

Rozumiemy to tak, że jest to przestrzeń, która łączy nas, klientów, bezpośrednio z wytwórcą. Dzięki eliminacji pośredników kupujemy taniej niż w sklepach ze zdrową żywnością, a wytwórca dostaje godziwą zapłatę za swoją ciężka pracę. W zamian otrzymujemy pachnące (i smaczne!) warzywa i owoce, tradycyjne wędliny bez chemii i ulepszaczy lub ręcznie robiony chleb i pierogi jak u Babci. Więcej o misji LR możecie przeczytać tutaj.

Oczywiście, słyszałyśmy już o podobnych grupach zakupowych, nie tylko w Polsce. O tzw. G.A.S czytałyśmy w "Zielonej Toskanii". A sam Lokalny Rolnik czerpie z doświadczeń Słoweńskich (jego współtwórca, pan Andrej, pochodzi właśnie z tego kraju) - co pozwala sądzić, że w wielu miejscach w Europie ludzie zaczynają myśleć o jedzeniu i produkcji żywności bardzo podobnie.

Nas zachwyciła prostota przełożenia tei idei na wirtualny język internetu.

Jesteśmy mamami. Pracującymi. A to oznacza, że mamy mało czasu na jeżdżenie po sklepikach, ryneczkach czy nawet gospodarstwach. Jesteśmy z pokolenia klientów robiących zakupy w internecie - czyli szybko, wygodnie i przede wszystkim łatwo. 

A Lokalny Rolnik właśnie taki jest. Interfejs wygląda jak każdy sklep internetowy, w którym po prostu wrzucamy wybrane produkty do koszyka. Nie musimy sprawdzać wytwórcy, jego cerrtyfikatów, doświadczenia i jakości jego produktów, bo Ktoś (czyli twórcy LR) zrobił to za nas.
Z drugiej strony, jeśli nas ciekawi, skąd pochodza produkty, na swoim blogu twórcy Lokalnego Rolnika każdego Wytwórcę przedstawiają z imienia i nazwiska, wraz z jego historią i zdjęciem - co nas zachwyciło, a zakupom dodało autentycznosci. Bo to już nie jest jakaś anonimowa cebula czy jajka z marketu, tylko cebula i jajka z gospodarstwa pana Zbyszka, pana Mietka czy Pani Barbary.

Po skompletowaniu koszyka, klikamy zapłać, i zostajemy przekierowani do odpowiedniego formularza zapłaty. I już. 
Jedyna, techniczna, różnica między zakupami w "zwykłym" sklepie internetowym a zakupami u Lokalnego Rolnika jest taka, że tutaj zakupione przez siebie produkty raz w tygodniu odbieramy u lokalnego Kooordynatora. 
Po spożyciu jakiegoś produktu, np. jogurtu - każdorazowo możemy ocenić daną rzecz - tak, aby inni kupujący mogli nasz komentarz przeczytać., a twórcy i wytwórcy z LR mogą się upewnić i zweryfikować czy dane produkty faktycznie klientom smakują. 

Prosto, szybko i wygodnie. A przede wszyskim zdrowo, ekologicznie i świadomie.

Twórcy LR - pani Sylwia Sławińska i Andrej Modic, rodzice Zarji - piszą na swoim blogu, że LR to wspólna płaszczyzna dla osób świadomych, dbających o zdrowie, pasjonatów kulinarnych oraz wszystkich tych, którzy szukają dla siebie nowych rozwiązań w dziedzinie filozofii żywienia.

A my w Mateczniku uważamy, że LR to pomysł dobry dla wszystkich, nawet dla tych, którzy o ekologicznym odżywianiu za wiele nie myślą. Bo pomyślcie -  jeśli taka osoba porówna choćby smak niepryskanych niczym jabłek (a kto nie lubi jabłek?) kupowanych bezpośrednio u rolnika, ze smakiem tych, które można kupić w dyskoncie, może sama poczuje różnicę a tym samym zachęci się do dalszych poszukiwań PRAWDZIWEGO smaku innych warzyw i owoców? 

Aby więc zachęcić Was wszystkich do spróbowania jak to wszystko działa, Lokalny Rolnik i my mamy dla Was Prezent. 

Jest to VOUCHER na zakupy, z 10% zniżką. Wystarczy po skompletowaniu koszyka wpisać hasło "Matecznik". 
Uwaga - Voucher jest ważny do 24 sierpnia br.!!! 

Spróbujcie! Za pomocą portalu znajdźcie lokalną grupę zakupową z Koordynatorem, zróbcie zakupy, odbierzcie je i przekonajcie się, jakie to proste. I cieszcie się zdrowym i smacznym jedzeniem :) My już dołączyłyśmy, a teraz  Wam polecamy GORĄCO tę inicjatywę!!!!





A Pani Sylwii bardzo dziękujemy za to, że nas znalazła i zachęciła do przyłączenia się. Takie pomysły w Mateczniku lubimy, wspieramy i polecamy! 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz